W tym roku dość niefortunnym zbiegiem okoliczności nie udało nam się spędzić dłuższego urlopu w okresie typowo wakacyjnym. Splot niefortunnych wydarzeń jak i tych fortunnych sprawił, że 2 tygodnie urlop trafiło się nam na koniec października i początek listopada. A jako, że żadne z nas nie lubi spoconych kobiet ani ciepłego piwa, postanowiliśmy nie narzekać tylko spakować plecaczki i ruszyć w drogę.
A co robić jak październik jest chłodny? W toku merdania palcem po mapie trafiliśmy na ten fajny pycel na zachód mapy.. na zachód tej planszy .. i lekko w dół .. o to tu .. ten cypel pycel .. na mapie taki niepozorny. Tak .. Portugalia powinna być fajna. Może nie będzie tylu turystów? Może będzie jeszcze ciepło? Może .. ?
Planowanie dojazdu .. grupowo nie lubimy jednak .. więc trzeba samemu. Przekombinowane ale po taniości. Okazało się bowiem, że do Lizbony najbliżej przez Luton i Madryt .. nawet nie tyle najbliżej co najtaniej. Przesiadki między samolotami sprawiły, że w Madrycie trzeba by poszukać noclegu. No .. niby tak .. ale skoro już będzie ten nocleg to może by się tak zatrzymać tam chociaż na dwa dni jakoś i chociaż popatrzeć na to miasto?
I tak zamiast w Portugalii wylądowaliśmy na 3 noce w Madrycie :) Ciut daleko od centrum ale za to blisko lotniska. Ciutek jakieś 20minut spacerem od metra ale dało radę .. i tak oto dwa razy ruszyliśmy smakować wizerunek Madrytu. I warto było.
Tego dnia oprócz spacerowania poświęciliśmy nawet ze dwie godziny na zwiedzanie pałacu królewskiego. Kozacki kwadrat. Podobał nam się. Mieli rozmach skubańcy :) Parki też mają ładne. I zabudowa niczego sobie. Fiu fiu naprawdę. I wino dobre ;) I tanie to wino ;) A co ;) Eh .. i ciepełko mają .. też .. oj :)
Dość ględzenia. Spora garść bzdurnych zdjęć z pierwszego dnia spacerowania po Madrycie po kliknięciu w “ave’Ja” ;)

Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten do listy ulubionych.